Mój brat próbował nauczyć się programowania
z polskich kursów. Dlatego zrobiłem własny.
Patrzyłem, jak tydzień po tygodniu przeciąga klocki w Scratchu i nic z tego nie wynika. W tym samym czasie ja pisałem pluginy na CraftCube z pomocą Claude. Przepaść była absurdalna. To właśnie wtedy zrozumiałem, że kursy dla dzieci w Polsce są zacofane o 10 lat - i że ktoś musi to w końcu zmienić.
Ten wpis powstał z frustracji. Gdyby nie mój brat, Dzieciaki do Kodu prawdopodobnie by nie istniały - a przynajmniej nie w takiej formie. Piszę to dziś, w dniu premiery kursów, żeby każdy rodzic, który tu trafi, wiedział skąd to się wzięło. Bo to nie jest kolejny „projekt edukacyjny" ani biznesplan wymyślony przy kawie. To jest bardzo osobista reakcja na coś, co mnie wkurzało przez rok.
Mój młodszy brat też chciał programować.
Ma teraz 11 lat. Odkąd pamięta, widzi, co ja robię. Siedzę przy komputerze, piszę pluginy, rozwijam CraftCube, rozmawiam z graczami. W oczach 11-latka to jest po prostu magiczne - starszy brat tworzy świat, w którym można grać.
W pewnym momencie powiedział, że też chce. Że chce umieć „robić takie rzeczy, jak Ty". No i jak brat - pomyślałem sobie, że go wrzucimy w coś sensownego. Poszukaliśmy z rodzicami kursu dla dzieci. Sprawdzaliśmy kilka największych w Polsce. Wybraliśmy jeden, który miał dobre opinie, fajną stronę, nauczycieli z tytułami.
Zapisaliśmy. Nie żałuję, że zapłaciłem za tę lekcję - bo dzięki niej wiem teraz, czego nie robić.
Po 2 tygodniach usiadłem obok niego.
Siedziałem i patrzyłem, co robi. Przeciągał klocki w Scratchu. Kolorowe klocki. Łączył je ze sobą, żeby kotek na ekranie poruszał się w lewo i w prawo. To była jego „lekcja programowania". Tydzień drugi.
Zapytałem: „Fajnie. A co teraz zrobisz?". Odpowiedział, że musi poczekać, aż dostanie następną lekcję. Wtedy pani pokaże, jak zrobić, żeby kot zmieniał kolor.
W tej chwili coś we mnie pękło.
Bo ja w tym samym tygodniu, w sąsiednim pokoju, siedziałem przy CraftCube i z pomocą Claude napisałem od zera system punktów za zabijanie mobów. 40 linijek Javy. Działa. Tysiące graczy codziennie z niego korzysta. A mój brat dwa metry dalej czekał, aż pani mu pozwoli zmienić kolor kotu.
Dwa różne światy. Ten sam dom. 12 lat różnicy.
Polskie kursy dla dzieci uczą programowania tak, jakby AI nie istniało. Jakby 2016 rok nigdy się nie skończył.
Sprawdziłem, co proponują inni.
Po tej scenie z bratem przeszedłem przez oferty największych polskich kursów programowania dla dzieci. Nie będę wymieniać nazw, bo nie chcę nikogo linczować - ale kto szukał, ten wie, o których mówię.
Wszędzie to samo:
- Scratch do 10-12 roku życia. Przeciąganie klocków.
- Python „dla dzieci" potem - ale wciąż zadania typu „policz sumę liczb od 1 do 100".
- Zero informacji o AI. Żadne z nich nie wspomina Claude ani innego AI. Ani razu.
- Gotowe szablony, które dziecko „modyfikuje". Nic swojego.
- Nauczyciele z tytułami, którzy ostatni raz pisali prawdziwy, działający w realnym świecie kod 10 lat temu.
Tymczasem ja, w tym samym roku, pisałem pluginy na CraftCube z Claude jako partnerem. I robiłem to dokładnie tak samo, jak koledzy programiści w Google, Microsoft i Netflixie. Bo w 2026 tak się pisze kod. Nie solo z dokumentacją - we dwóch, z AI.
A polskie kursy dla dzieci? Udają, że to się nie dzieje.
Zacząłem uczyć brata sam.
Pewnego weekendu wyciągnąłem brata zza Scratcha. Powiedziałem: „Chodź, pokażę Ci, jak ja pracuję". Posadziłem go przy moim kompie, otworzyłem Claude, otworzyłem IntelliJ.
Napisałem razem z nim prompt: „Zrób komendę /fly do Minecrafta, która pozwoli mi latać".
Claude wypluł kod. Wytłumaczył mu każdą linijkę - po polsku, spokojnie, bez oceniania. Skompilowaliśmy, wrzuciliśmy plugin na serwer testowy. Brat wpisał /fly i po sekundzie unosił się nad swoim ogródkiem w Minecrafcie.
Miał taki wyraz twarzy, jakiego nie widziałem u niego od lat.
Przez następną godzinę robił rzecz za rzeczą. „A możemy teraz zrobić, żebym zostawiał ślad cząstek?". „A żeby przeciwnicy dostali odrzut, jak mnie trafią?". „A żeby diamenty spadały z nieba, gdy użyję komendy?".
Po jednej godzinie zrobił więcej, niż Scratch pokazałby mu przez miesiąc. I najważniejsze - zrobił to sam. Nie z szablonu. Nie z zadania od pani. Z własnego pomysłu, którego nawet ja wcześniej nie miałem w głowie.
Wtedy zrozumiałem, że muszę to zbudować.
Nie jako biznes. Nie jako kurs. Jako coś, co powinno istnieć w Polsce, a nie istnieje.
Mój brat nie jest wyjątkowy. Miliony dzieci w Polsce w tej chwili czekają, aż pani pokaże, jak zmienić kolor kotu w Scratchu. Podczas gdy w tym samym czasie dorośli programiści, którymi te dzieciaki mają być za 10 lat, używają AI codziennie do pracy. Powstaje przepaść - i nikt w Polsce nie próbuje jej zasypać.
Sprawdziłem to ręcznie. Przejrzałem oferty największych polskich kursów programowania dla dzieci. Sprawdziłem strony, plany lekcji, opinie rodziców. W żadnej z nich nie znalazłem słowa „Claude" ani „AI".
Technologia, która całkowicie zmieniła sposób pracy dorosłych programistów na świecie - jest całkowicie niewidoczna w polskiej edukacji programistycznej dla dzieci. Tak, jakby jej nie było.
Co zbudowałem i dlaczego wygląda tak, a nie inaczej.
Dzieciaki do Kodu to jest moja odpowiedź na tę lukę. Nie „innowacyjne podejście edukacyjne". Nie „autorska metoda". Po prostu: kurs, który uczy dziecko pracować z AI tak, jak robią to dorośli programiści w 2026 - tylko na przykładzie Minecrafta, bo to są narzędzia, które motywują 10-latka.
Wyrzuciłem wszystko, co zobaczyłem u konkurencji:
- Zero Scratcha. Zero klocków. Zero „dziecięcych wersji" czegokolwiek. Dziecko od pierwszej lekcji pisze Javę - ten sam kod, w którym napisany jest cały Minecraft, pół Androida, systemy bankowe i wiele więcej.
- Zero teorii przed praktyką. Pierwszy działający plugin w 15 minut od uruchomienia lekcji. Nie ma „najpierw musisz poznać zmienne" - Claude tłumaczy zmienne, gdy się pojawiają, na konkretnym, działającym kodzie dziecka.
- Zero gotowych szablonów. Dziecko nie modyfikuje niczyjego kodu. Każdy plugin wymyśla samo - jedyne, co dostaje, to pomoc Claude przy realizacji własnego pomysłu.
- Nauka rozmawiania z AI jako fundament. Najważniejsza umiejętność w kursie to umieć jasno powiedzieć Claude, czego się chce. Umiesz dobrze zapytać - dostajesz dobrą odpowiedź. Nie umiesz - dostajesz śmieci. Ta umiejętność przyda się dziecku w każdym zawodzie do końca życia.
- Nauka sprawdzania, czy AI się nie myli. Claude czasem zmyśla. Dlatego dziecko uczy się czytać kod, dopytywać o niezrozumiałe fragmenty i łapać AI na głupstwach. Bo nie chodzi o to, żeby wierzyć Claude ślepo - chodzi o to, żeby używać go jak mądrego kolegi, który czasem pomyli się w zadaniu z matmy.
Czego się boję.
Piszę to szczerze, bo nie chcę sprzedawać snów. Nie wszystko jest różowe i mam realne obawy.
Boję się, że niektórzy rodzice uznają, że „dziecko nie uczy się programowania, bo Claude robi za nie wszystko". To jest zarzut, który ma sens - bo jeśli dziecko nie rozumie, co Claude pisze, to faktycznie niczego się nie uczy. Właśnie dlatego moduł o czytaniu i sprawdzaniu kodu od AI jest u mnie obowiązkowy, zanim dziecko pójdzie dalej.
Boję się też, że branża edukacyjna w Polsce nie kupuje tego kierunku. Na konferencjach wciąż mówią o „kodowaniu w Scratchu", a rodzice wierzą, że to najlepsza droga dla ich dziecka. Walka z tą mentalnością zajmie lata. Ale ktoś musi zacząć.
Dlaczego piszę ten wpis właśnie teraz.
Bo dziś startują Dzieciaki do Kodu. Pierwszy w Polsce kurs programowania dla dzieci, który nie udaje, że AI nie istnieje.
Nie mówię, że jest idealny. Nie mówię, że wszystko pójdzie gładko. Mówię, że ktoś wreszcie musiał to zacząć - bo konkurencja dalej uczy w Scratchu, a świat dawno ruszył dalej. Jeśli Twoje dziecko ma dziś 10 lat, to za 10 lat będzie szukać pracy na rynku, gdzie współpraca z AI będzie podstawą każdego zawodu. Pytanie nie brzmi, czy je tego nauczyć - tylko kto je tego nauczy.
Jeśli masz wątpliwości, zacznij od darmowego Level 0. Godzina z dzieckiem, jeden działający plugin, zero ryzyka. Jeśli po tej godzinie uznasz, że to nie dla Was - wracasz do Scratcha bez straty pieniędzy. Jeśli dziecko wyjdzie z niej z takim pomysłem, jaki miał mój brat wtedy w weekend - sam zobaczysz, o czym piszę.
Dziękuję za przeczytanie. Do następnego.
PS. Mój brat dziś pisze własne pluginy na swoim małym serwerze. Klocki Scratcha leżą gdzieś w koszu.
Godzina z dzieckiem. Jeden plugin. Zero ryzyka.
Pobierz darmowy Level 0. 46 stron PDF, pierwszy działający plugin w 60 minut, zero zobowiązań. Po tej godzinie będziesz wiedzieć, czy moja metoda pasuje do Twojego dziecka - bez wydawania złotówki.
Pobierz darmowy Level 0 →Inne notatki z tego samego frontu.
„A co jeśli AI zrobi z dziecka leniwego?"
Najczęstsze pytanie, jakie dostaję od rodziców. Odpowiedź jest ciekawsza niż „spokojnie, to tylko narzędzie".
Jak napisałem anty-cheat w 40 linijkach z Claude
Na Craftcube cheaty to codzienność. Claude pomogło mi skleić system, który łapie 80% popularnych hacków.
5 minut: leczące jabłko w Minecraft z Claude
Najprostsze demo metody, jaką uczę. Usiądź z dzieckiem, skopiuj prompt i zobaczcie jak to działa.